Moje doświadczenia z nerwicą

Neurotyczna matka

Jak nerwica rodzica wpływa na dzieci?

Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, jak negatywny wpływ ma moja choroba na córki. Wydawało mi się, że to moje “czuwanie” nad ich bezpieczeństwem jest nieodzowne. Bo przecież wokół tyle zagrożeń i tylko ja mogę je przed nimi uchronić.

Czyli musiałam mieć nieustanną kontrolę nad tym, gdzie są, kiedy wrócą, czy dojechały, czy już wyszły. Moje dziewczyny miały komórki już wtedy, kiedy większość rodziców zastanawiała się, na co dzieciom telefon.

To prawda, dzieciom nie był potrzebny. Nawet nie miały do kogo dzwonić, bo żadna z ich koleżanek nie miała. Był potrzebny mnie! Był przedłużeniem moich oczu. Zapewniał mi jakieś marginalne poczucie bezpieczeństwa.

Przewrażliwiona i nadopiekuńcza matka

Kiedy się zreflektowałam po raz pierwszy, że moja choroba źle wpływa moje córki? Tak naprawdę wpływ nerwicy na dzieci odkryłam przypadkiem.

Pewnego dnia dziewczynki poszły same do symulatora. Beze mnie. Bo ja oczywiście się bałam, że wpadnę w panikę. Pominę milczeniem fakt, że stałam na zewnątrz i zamartwiałam się, czy tam im się nic nie stanie. I gryzłam się w duchu, że im pozwoliłam.

Bo jak wyszły, to było jeszcze gorzej. Starsza córka stwierdziła, że CAŁY CZAS SIĘ BAŁA, żeby ta młodsza nie spadła na ziemię.

I wtedy pierwszy raz mi się zapaliła lampka, że coś jest chyba nie tak. Że moja nerwica “przechodzi” na nie. Do tamtej pory nigdy bym siebie nie określiła jako “neurotyczna matka”. Ale potem zaczęłam tak o sobie myśleć.

Wyczulenie na choroby

A potem zauważyłam takie sytuacje, że jak młodsza córka zakaszlała (nawet nie musiała być chora, tylko po prostu coś ją drapało w gardle), to natychmiast obracała się w moją stronę i patrzyła, czy ja widzę, że ona kaszle. Bo przez długi czas, jak tylko któraś z córek źle się poczuła, to ja od razu wpadałam w nieustający ciąg pytań. “Czy dobrze się czujesz? Nic ci nie jest? Jutro nie możesz iść do szkoły/przedszkola, tylko musisz zostać w domu.”

To ostatnie akurat nie było złe, bo zawsze wszystkie infekcje tłumiliśmy w zarodku. Ale mogłam to robić mniej “histerycznie”. Niestety, neurotyczne matki tak już mają, że są właśnie neurotyczne i histeryczne.

Ta moja “troskliwość” była strasznie osaczająca. Dzieci żyły zapewne w poczuciu nieustannego zagrożenia ze strony świata zewnętrznego. I to mi się nie podobało, bo uświadomiłam sobie, że je krzywdzę.

Motywacja do zmiany

To była dla mnie ogromna motywacja, żeby się zmienić.

ROZUMIAŁAM już wtedy, na czym polega moja choroba, tylko że jeszcze ciągle NIE UMIAŁAM SOBIE Z TYM RADZIĆ. Ale przynajmniej zaczęłam bardziej kontrolować, żeby tych lęków nie przelewać na córki. Nie chciałam, żeby moja nerwica niszczyła im dzieciństwo, a potem – dorosłe życie.

Myślę, że to pomogło, bo mimo wszystko zrobiłam się czujniejsza, wychwytywałam te swoje negatywne schematy i starałam się je prostować.

Jak już wspominałam, dzieci nie wiedziały o moich zaburzeniach lękowych. A młodsza córka do tej pory nie wie, że miałam ataki paniki. Paradoksalnie, to ona jest największą “wygraną” mojej choroby. Bo jak gąbka chłonęła te wszystkie mądre przypowieści, które tu pokazuję, słuchała o mocy umysłu i braku ograniczeń. Była w tym wieku, że ja jeszcze nie przestałam wtedy być dla niej autorytetem i co powiedziałam to było “święte”, a jednocześnie była na tyle mała, by skorygować niewłaściwy kurs. Do tego naprawdę chętnie słuchała. I teraz uważa, że może (czyli da radę) wszystko.

Wniosek? Wpływ nerwicy na dzieci jest wyłącznie negatywny. Neurotyczna matka, czy ogólnie neurotyczny rodzic budują w dziecku poczucie nieustannego zagrożenia ze strony świata. A to niczemu dobremu nie służy. Bo “hodujemy” kolejnych neurotyków. A tego przecież nie chcemy.

Wewnętrzne oko nie powinno nam przesłaniać prawdziwego życia. Dzieci nie należy ograniczać, tylko dać im okazję, by mogły rozwinąć swoje skrzydła. I trzeba pozwolić im lecieć. A “oko” wydłubać.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o