Luźne rozważania

Uzdrowienie wewnętrznego dziecka

Czy okrywasz swoje rany zbroją?

Przeczytałam gdzieś kiedyś, że kiedy okrywamy swoje rany zbroją, to nie pozwalamy im się zagoić. To dotyczy także urazów z dzieciństwa, które są dla wielu osób takimi emocjonalnymi ranami na psychice. Przez kilkadziesiąt lat żyłam w swego rodzaju rozdarciu: pomiędzy nienawiścią a czwartym przykazaniem. Na wiele lat ochłodziłam relacje, ale to dalej we mnie siedziało. Miałam poczucie winy, że nie jestem dobrą córką pomieszane z szukaniem argumentów i przekonywaniem siebie, że mam do tego prawo.

Dopiero rozmowa z psychiatrą, potem lektura książek Alice Miller sprawiły, że CAŁKOWICIE pozwoliłam sobie na wyrzut tych negatywnych emocji. Po prostu kilku osobom wielokrotnie opowiadałam o rzeczach, o których milczałam kilkadziesiąt lat. Wręcz prowokowałam te rozmowy, byle mieć okazję do wygadania się.

Alice Miller książki
Dzieciństwo a nerwica

Uzdrowienie wewnętrznego dziecka

Postanowiłam także uzdrowić swoje wewnętrzne dziecko, czyli jakby dać sobie samej to, czego zostałam pozbawiona. Jak to zrobiłam?

Któregoś wieczora położyłam się w łóżku, zgasiłam światło i zamknęłam oczy, a potem wyobraziłam sobie siebie kilkuletnią. To byłam ja, mała Ewa z pewnego zdjęcia. Patrzyłam na tą dziewczynkę, czyli na siebie i starałam się wzbudzić w sobie uczucie miłości do tego ufnego, a całkowicie bezbronnego, zagubionego i pozbawionego opieki w brutalnym świecie dorosłych dziecka. Na pewno znasz ten rodzaj uczucia: takie rozrzewnienie pomieszane ze współczuciem i smutkiem. Wystarczyło tylko przywołać ten obraz, a potem połączyć go z uczuciem litości i współczucia, a łzy same popłynęły z moich oczu. Czułam się tak, jakbym tą dziewczynkę przytulała swoim sercem, a raczej jakbym ją tym sercem owijała, jak ciepłym i miękkim kocem. Im bardziej mi było siebie małej żal, tym bardziej płakałam. Byłam jednocześnie sobą teraz i nią wtedy. Czułam, jak ona zespala się ze mną w jedną całość A potem poczułam ulgę.

Bolesna przeszłość

Po niedługim czasie naszła mnie refleksja, że ludzie często piją, biją czy krzyczą na dzieci z bezsilności, z braku innych wzorców, ze strachu. Robią to, o ile nie są psychopatami, bo sami nie radzą sobie ze swoimi uczuciami. Nie mają prawa niszczyć dzieci, ale często nie zdają sobie sprawy, że to robią. Może sami byli bici i lekceważeni? Może ich wewnętrzne dziecko też zostało bardzo skrzywdzone? Kiedy to zrozumiałam, poczułam smutek i pomyślałam, że ta moja uraza jest bez sensu. ŻE ONA MNIE WIĘZI. Że jest właśnie tą zbroją, która nie dopuszcza powietrza do moich psychicznych ran, a nawet je zaognia. Bo ile razy wracam do przeszłości, to tak jakbym tą zbroją tarła moje rany.

Książka o traumie
“Strach ucieleśniony”

Dlaczego tak trudno wybaczyć?

To bardzo trudne wybaczyć. Pewnie dlatego, że patrzymy na to w kategorii wygrana-przegrana. Czyli jeśli wybaczam, to pozwalam jej/jemu wygrać. Czyli ona/on mnie zwycięża. Dlaczego jednak nie popatrzeć na to nie z perspektywy “oni”, tylko “ja”? Przecież wybaczyć to nie oznacza zapomnieć.

TO OZNACZA ZAGOIĆ RANY. Swoje własne rany. To jest oczywiście proces. Każda rana potrzebuje czasu. Ale żadna się nie zagoi, jak będziemy w niej ciągle grzebać. A rany bolą.

Co robisz, jak się skaleczysz? To z ranami psychicznymi zrób to samo. Najpierw je oczyść, a potem pozwól im się zagoić. Ta rana boli bowiem Ciebie, a nie tego, kto Cię skrzywdził. Robisz to dla siebie!

Szkoda życia na pielęgnowanie urazów. One też przyczyniają się do odczuwanego przez nas wewnętrznego napięcia. Warto spokojnie przyjrzeć się, jak wyglądają nasze relacje z rodzicami i na ile mogą nas obciążać. Bo przecież walczymy o siebie. Na różnych frontach. Mamy strasznie dużo roboty, więc nie ma na co czekać. Musimy usuwać te wszystkie głazy, które leżą na naszej drodze do emocjonalnej wolności i zrywać wszystkie kajdany, które trzymają nas w bolesnej przeszłości. A potem znowu będziemy szczęśliwi. Dlatego właśnie musimy zająć się naszym wewnętrznym dzieckiem. 

Dom a nerwica
Manipulowanie poczuciem winy

Kiedy przestajemy być dziećmi?

Myśląc o swoim wewnętrznym dziecku, zastanawiam się też często, co znaczy bycie dorosłym? Kiedy ja przestałam być dzieckiem? A może nadal nim jestem? Bo czy w ogóle można przestać nim być? Czy raczej w miarę upływu lat obrastamy kolejnymi “warstwami”?

Przy tych rozważaniach nasuwają mi się o pewne wnioski. Czyli po pierwsze zakładamy, że to dziecko w każdym z nas cały czas jest. Tak, jak serce. I teraz, w zależności od naszych doświadczeń w dzieciństwie, ono sobie rośnie, jest silne i potrafi, jak ślimak (niezbyt fajne porównanie, ale nic lepszego mi nie przychodzi do głowy), wychodzić z tych kolejnych warstw i chować się w nich, w zależności od potrzeby. Czyli te warstwy je CHRONIĄ, ale nie OGRANICZAJĄ. A “dziecko”, które w miarę upływu lat staje się “dorosłym”, jest na tyle silne i świadome swoich możliwości, że bez lęku wchodzi i wychodzi. Bo wie, że ZAWSZE MOŻE WYJŚĆ i wie, że ZAWSZE MOŻE WRÓCIĆ.

Natomiast jeśli z jakiegoś powodu jego dzieciństwo było zaburzone, to to dziecko siedzi cały czas ukryte, a kolejne warstwy, podobnie jak agresywne pnącza, zarastają wejście, które nieużywane staje się coraz mniej widoczne. Aż w końcu człowiek myśli, że NIE MA ŻADNEGO WYJŚCIA. Jednocześnie, ponieważ więzi go jego własny lęk, “dziecko” przestaje się emocjonalnie rozwijać. Na zewnątrz jest więc “dorosłe”, ale w środku siedzi uwięziony mały człowiek.

Gdybyśmy sobie więc wyobrazili, że mamy w środku taką zagubioną istotę, to może odczulibyśmy potrzebę, żeby jej pomóc się wydostać?

Pomyśl o tym i utul dzisiaj samego siebie. Niech to będzie pierwszy krok i niech to opuszczone dziecko w nas poczuje, że jest dla nas ważne. Uzdrów swoje wewnętrzne dziecko!

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x