Luźne rozważania

Szum

Nie puszczaj swoich myśli samopas

Od kilkunastu miesięcy zachęcam Was, żebyście przyglądali się swoim myślom, bo to one mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Żebyście “przesuwali umysłową zwrotnicę” i nie szli tym torem, który prowadzi Was w stronę, gdzie czeka nas Was lęk i niepokój. Pokazuję Wam, że zwykle macie wybór. Że jesteście, jak woźnica, a nie jak wóz. I nie jak konie. To WY decydujecie. Musicie tylko postarać się (czasem jest ciężko, przyznaję) nie wypuszczać tych lejcy z rąk. Bo, powtarzam, to WY powozicie.

Mnie to zarządzanie myślami, poza przypadkami, gdy nie mogę dodzwonić się do córek, wychodzi już naprawdę dobrze. Umiem zmierzyć się z różnymi ewentualnościami. Jeśli nawet przyjdzie mi coś “strasznego” do głowy, to myślę sobie “I co z tego?”. I wtedy napięcie spada. Samo.

Bo tak naprawdę przecież większość rzeczy, którymi się przejmujemy, to pierdoły. Gdybyśmy ustalili hierarchię tego, co ważne, to one byłyby pewnie gdzieś na dole. A wzbudzają w nas takie same emocje, jak choroba bliskiej osoby. Przecież nie są tego warte! Kiedy obiektywnie popatrzymy na to pod kontem “kosztów” (emocjonalnych), jakie ponosimy, to łatwo możemy zauważyć, że “przepłacamy”. Dlatego warto to kontrolować. Dzięki temu zredukujemy przy okazji odczuwany stres.

Co to jest “szum”?

Ja od niedawna, zapewne trochę pod wpływem książki “Antykruchość”, zaczęłam zwracać uwagę na tzw. szum. Czyli te wszystkie dźwięki, a raczej SŁOWA (i wiadomości), które mnie otaczają. Do tej pory traktowałam je w zasadzie jednakowo. Ale od kiedy zdałam sobie sprawę, że to “szum”, zaczęły mnie drażnić. Jak hałas.

Żeby to sobie jakoś wytłumaczyć, zaczęłam sobie wyobrażać, że słowa, które “wychodzą” ludziom z ust, przybierają różną postać. Tak, jakby się materializowały.

Te miłe, dobre i ważne są pachnące i delikatne, jak białe płatki róż. Tak je “widzę”. Natomiast te bezwartościowe, tzw. “jałowe klepanie”, czyli mówienie tylko po to, żeby mówić, są jak błoto, które lepi mi się do butów i utrudnia chodzenie. A te złe słowa, które ranią i obrażają (niekoniecznie mnie), albo które budzą niepokój i lęk, są jak czarna smoła, która do mnie podpływa i zaczyna mnie oblepiać. I jeszcze dodatkowo śmierdzą.

Od kiedy zaczęłam to sobie wyobrażać, to zauważyłam, jak mało osób ma naprawdę coś do do powiedzenia. Najczęściej robią “szum”. Większość tego, co ludziom wychodzi z ust (zwłaszcza w mediach, ale też podczas rodzinnych kłótni), to nie kwiaty, ale cuchnąca smoła. Nie chcę, żeby mnie oblepiały! Nie chcę, żeby mi śmierdziały! Pewnie gdybym ograniczyła sobie dostęp do mediów, proporcje by się zmieniły.

Pracuję zatem nad tym. Redukuję “szum”. Mogę to przyrównać do walki ze smogiem. Ten, o którym ja mówię, jest niewidoczny. Ale równie szkodliwy, jak ten z kominów.

Ilemnietoja
Ewa Ilemnietoja

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
PsycheLife Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
PsycheLife
Gość

W dzisiejszym świecie redukowanie szumu jest naprawdę wyzwaniem. Bodźce i wiadomości docierają do nas zewsząd. Dlatego mnie zaciekawiła tematyka mindfulness, pozwalająca nauczyć się “medytacji”, wyciszania i skupiania na sobie a nie na bodźcach zewnętrznych. Bardziej zaczynamy się skupiać na swoich wrażeniach z wewnątrz i uczymy się je odczytywać. Ideał 🙂 Ale też wymaga naprawdę spoooro pracy 🙂