Luźne rozważania

Nic nie muszę

Co tak naprawdę muszę?

Często, kiedy czytam książkę przed snem, łapię się na tym, że zamiast skupiać się na tekście, myślę o tym, co muszę zrobić kolejnego dnia. Teoretycznie mam się wyciszyć, ale to słowo “muszę”, które co chwila przewija się przez mój umysł, sprawia, że zamiast się rozluźnić czy relaksować, zaczynam się spinać. To jakiś absurd! Bo przecież tak naprawdę, to ja nic nie muszę.

Jak wyhamować umysł?

Sama sobie funduję problemy z zaśnięciem! A nerwica zaciera ręce, bo ma pożywkę. 

Stwierdziłam, że nic nie muszę za wyjątkiem jednej rzeczy: muszę wyhamować swój umysł. Niech on przestanie w końcu wymyślać te wszystkie głupoty. Lepiej niech weźmie się za coś praktycznego, na czym oboje skorzystamy.

Nie wiem, jak to w ogóle jest możliwe, żeby z jednej stronie wiedzieć, że coś jest tylko wymyślone, że tego tak naprawdę nie ma, a z drugiej strony reagować, jakby naprawdę było.

Dlatego postanowiłam zapolować na “muszę”. Zastępuję je na przykład” “mogę”, “chcę”, “mam zamiar” itp. Sama podmianka słowa sprawia, że człowiek przestaje czuć tą presję, którą wywołuje “muszę”. Spróbuj i przekonaj się sam.

W końcu tak naprawdę niewiele jest rzeczy, które “musimy”. Ja nic nie muszę. A Ty?

Kolejny artykuł

 

Poprzedni artykuł

 

Pierwszy wpis na blogu

Uczę się żyć świadomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.