Niezrozumienie w nerwicy
Moje doświadczenia z nerwicą

Chorzy kontra zdrowi

My i oni,  czyli świat ludzi chorych na zaburzenia lękowe i nie chorujących na zaburzenia lękowe. Czy mogą się zrozumieć?

Moim zdaniem to bardzo trudne. Dlaczego nie są w stanie się zrozumieć? Ponieważ do tego potrzebna jest “praktyczna” wiedza. Najdoskonalsze opisy objawów nie są w stanie oddać tego, co chory przeżywa. Bo nawet każdy chory przeżywa to inaczej.

To, że ktoś mówi “myślałem, że umrę” a NAPRAWDĘ JEST PRZEKONANY, że umiera, to są dwie różne rzeczy.

My i oni – czego nie robić

Jakiś czas temu na Instagramie ktoś napisał, że ma już dość mówienia o tej chorobie i że czemu nikt nie pomyśli o tych, którzy obcują z chorymi. A potem dostałam zapytanie od osoby, której mąż choruje, jak ona może mu pomóc. I stwierdziłam, że tak naprawdę, to ja nie wiem. Bo ja wiem, czego nie należy robić. Nie należy mówić, żeby wziąć się w garść,  że wymyśla, że przesadza itp.

Moim zdaniem choremu potrzebna by była rozmowa, ale z kimś, gdzie on wierzy, że ta osoba NAPRAWDĘ go rozumie. Najlepiej, gdyby to był ktoś, kto chorował, ale wyzdrowiał. Bo to jest niesamowita motywacja.

Ja miałam ogromną potrzebę rozmawiania z lekarzami. Żeby mnie uspokoili, że moje odczucia wynikają z zakłócenia pewnej równowagi w organizmie i że jeśli ją przywrócę, to choroba minie. Tylko to był problem, bo ilu z nas ma znajomych lekarzy? Moim zdaniem zabiegi bliskich, by nas zrozumieć, mogą być czasem irytujące, wywoływać dodatkowe napięcie i pogarszać sytuację.

Ważna jest wspierająca obecność

Dla mnie wprawdzie ważna była obecność drugiego człowieka, ale bardziej jako gwaranta, że gdyby coś mi się stało, to zadzwoni po pogotowie. Natomiast nie do rozmawiania o mojej chorobie, bo to mnie odrywało od obserwowania “wewnętrznego oka” i monitorowania rzeczywistości w poszukiwaniu zagrożeń.

Ja nie czułam w ogóle potrzeby rozmawiania o tym z bliskimi. Bo po co? Oni by mi nic nie pomogli, a tylko irytowali swoimi radami, lekceważeniem uczuć i zdziwieniem, o co mi chodzi. Tym bardziej, że ZDAWAŁAM SOBIE SPRAWĘ, że to jest w pewnym sensie absurdalne. Tylko co miałam robić, kiedy CZUŁAM inaczej? Rozum nie miał wtedy nic do gadania. Bo zawsze było pytanie: a co, jeśli rozum się myli? A co, jeśli mi naprawdę coś jest? Dlatego chorowałam w ciszy.

Rytuały

Natomiast ważne były dla mnie rytuały i nie lubiłam, gdy coś mnie zaskakiwało, bo burzyło mój spokój. Nie byłam osobą, która opowiadała innym o swojej chorobie i ją tym zamęczała. I myślę, że dla mojej rodziny pod tym względem nie byłam uciążliwa.

Ale za to byłam nadmiernie opiekuńcza, sprawdzałam ciągle bezpieczeństwo wszystkich, kontrolowałam, czy wszystko w porządku, ograniczałam ich aktywność, która wg mnie mogłaby być “niebezpieczna”. A wtedy większość była. I tego najbardziej żałuję, bo wpoiłam moim córkom obraz, że świat jest niebezpieczny.

W każdym razie chory musi SAM uwierzyć, że może wyzdrowieć i musi SAM podjąć działania w tym kierunku.

Ważne jest zaangażowanie

Wyzdrowienie, czyli wyleczenie nerwicy wymaga aktywności i zaangażowania ze strony chorego. Nadmierne zainteresowanie ze strony bliskich może być odebrane jako “osaczanie”. Bo niektórzy naprawdę wolą być sami ze sobą (ale nie samotni). Ja wolałam.

I jeśli ktoś mówi, że chce być sam, to niech będzie. Jak odczuje potrzebę, to wróci. Ta druga osoba może natomiast dbać o zdrowe odżywianie, o znalezienie takiej formy rozrywki, która OBU STRONOM przyniesie radość. Może o kontakt z psychologiem? Ale nie namawianie chorego na coś, co może kiedyś lubił, ale teraz go przeraża.

Do wyzdrowienia potrzebne jest wewnętrzne przekonanie, że to możliwe. A to przekonanie chory musi SAM “wytworzyć” w swoim umyśle. I tylko wtedy, gdy UWIERZY, że to możliwe, to tak się stanie.

A kiedy uwierzy? Kiedy zacznie u siebie zauważać poprawę, albo kiedy powie mu o tym ktoś, kto jest dla niego “autorytetem” (lekarz, inny chory, psycholog). Nic na siłę. Czasem mniej zainteresowania działa lepiej niż nadmierne zainteresowanie. 

A Wy co o tym sądzicie? Jakie są Wasze doświadczenia w tej kwestii?

Ilemnietoja
Ewa Ilemnietoja

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o