Moje doświadczenia z nerwicą

Leczenie nerwicy w szpitalu

Ataki paniki i szpitale

Szpitale… Czujesz się w nich bezpiecznie czy raczej odczuwasz lęk? Często do nich trafiasz w trakcie ataku paniki? Ja byłam tylko za pierwszym razem.

Nie lubię szpitali. Bardzo źle się tam czuję. Mój tato z kolei, który był chyba hipochondrykiem, tylko tam czuł się naprawdę bezpiecznie. Uwielbiał je. Na ironię losu zakrawa fakt, że to właśnie w gabinecie lekarskim na terenie szpitala doznał udaru mózgu. To było kilka tygodni przed moim pierwszym atakiem paniki. I to, razem z wydarzeniami, które po tym nastąpiły, była kropla, która przelała kielich i na kilka lat wywróciła moje życie do góry nogami.

Ale W SUMIE DOBRZE. Bo już dużo wcześniej zaczęłam mieć zaburzenia lękowe. Oczywiście wtedy nie miałam pojęcia, że coś takiego jest i że to choroba. Powoli ograniczałam swoją aktywność. Bardzo bałam się, że mojej rodzinie coś zagraża i że dzieciom coś się stanie. Ale raczej w efekcie jakiejś katastrofy typu wypadek, pożar, powódź, epidemia itd.

Często ten lęk był taki “nieokreślony” i “bez przyczyny”. Wtedy jednak jeszcze NIE BAŁAM SIĘ O SWÓJ STAN ZDROWIA. Dopiero jak miałam pierwszy atak paniki, to jakoś wyraźnie do mnie dotarło, że mogę umrzeć “bez powodu”. Nagle! Bo coś w moim organizmie nawali.

Wewnętrzne oko

Wtedy właśnie narodziło się wewnętrzne oko, czyli NIESTRUDZONY POSZUKIWACZ ŚMIERTELNYCH ZAGROŻEŃ w moim ciele. Jednak mimo przekonania, że zaraz umrę, nigdy więcej nie wezwałam karetki w trakcie ataku paniki. Bo boję się szpitali.

Ponieważ miałam problemy z oddychaniem, a nie łączyłam wtedy tego jeszcze z nerwicą, trafiłam kiedyś na kilka dni na oddział alergologiczny. To też był koszmar, bo cały czas bałam się, żeby mi czegoś nie zrobili, jak Nicholsonowi w “Locie nad kukułczym gniazdem”. Serio! Wiem, że to irracjonalne, ale tak było.

A dlaczego dobrze się stało, że zaczęłam mieć ataki paniki? Bo bez nich utopiłabym się w bagnie lęku. A tak zaczęłam nad sobą pracować i chociaż moje życie jest teraz inne, to jestem zadowolona, że to się tak potoczyło. Teraz staram się dbać o swoje zdrowie i nie przejmować pierdołami.

Dlatego nie przeklinaj choroby, tylko zrób wszystko, by wyzdrowieć. Na tym się skup. A jak będziesz zdrowa/zdrowyy, to wtedy ocenisz, co Ci choroba “dała”.

Musisz uwierzyć, że objawy podczas ataku paniki, nawet, jak przerażające, NIE SĄ NIEBEZPIECZNE. Nic nam wtedy nie grozi. To NASZ LĘK O SIEBIE SPRAWIA, że go wzmacniamy. 

Oczywiście w niektórych przypadkach leczenie nerwicy w szpitalu jest konieczne i potrzebne. Ale często wystarczą zmiany, których możemy dokonać sami.

 

Kolejny artykuł

 

Poprzedni artykuł

 

Pierwszy wpis na blogu

Uczę się żyć świadomie.

2 komentarze

  • kadroga

    To jest prawda! W chwilach zwątpienia (spowodowanych czymś lękowym właśnie) wspominam sobie, taką błahą rzecz, jak chociażby moją pierwszą kawę, którą wypiłam jako nastolatka. I to wszystko co się zaczęło po niej dziać, a przede wszystkim – przyspieszone tętno! Dzisiaj to mógłby już być sygnał alarmowy, wywołujący całe spektrum dalszych odpowiedzi organizmu na lęk, a przede wszystkim lęk przed lękiem. A wtedy? Zupełnie nic! Opanowanie, taka zwykła ciekawość. “Bije mocniej? Ok, bo wypiłam kawę, widocznie tak działa.” A może nawet brak tej ciekawości, po prostu zwyczajne odwrócenie uwagi, życie dalej!

    • Ewa

      Ja sobie myślę, że gdybyśmy się nie bali śmierci i cierpienia, to żaden atak paniki by nas nie wystraszył. I to, co mnie zastanawia, to pytanie, DLACZEGO przychodzi taki moment, że zaczynamy bać się śmierci? Ale tak naprawdę się bać. Bo przecież każdy od dziecka wie, że ona jest. A potem nagle dociera do nas, że nas to też może spotkać. I wydaje mi się, że jeśli to do nas dotrze tak dosłownie, to nawet drobna anomalia w naszym ciele może wywołać atak paniki. I że te wszystkie działania z kwestionowaniem myśli, technikami relaksacyjnymi itp. byłyby w ogóle niepotrzebne, gdybyśmy mieli jakąś wizję, co jest POTEM. I jeszcze do tego gdyby ta wizja była pozytywna. Wtedy patrzylibyśmy z ufnością w przyszłość. A tak żyjemy uczepieni teraźniejszości, kurczowo trzymając się tego co jest, sparaliżowani lękiem. Gdy tymczasem może się okazać, że TAM jest fantastycznie. Bo przecież najczęściej jest lepiej, niż zakładamy. Więc czemu i w tym przypadku nie miałoby tak być? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.