Luźne rozważania

Giełda

Giełda – jak zacząć na niej grać?

Koronawirus a szczepienia przeciwko gruźlicy

Kiedy pierwszego kwietnia koleżanka, ku pokrzepieniu serc, wysłała informację, że przebieg zakażeń koronawirusem Covid-19 w krajach, gdzie szczepienia przeciwko gruźlicy były obowiązkowe, jest łagodniejszy niż tam, gdzie ich nie było, nie przypuszczała zapewne, że poskutkuje to wejściem na giełdę kolejnego ciułacza. Czyli mnie.

Zawsze lubiłam weryfikować to, co jest możliwe do sprawdzenia. A że ta informacja o szczepionce przeciwko gruźlicy przyszła w Prima Aprilis, to tym bardziej musiałam to zrobić.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu okazało się, że wiele źródeł potwierdza, że szczepionka na gruźlicę faktycznie wydaje się pozytywnie wpływać na nasz organizm w przypadku zakażenia koronawirusem. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że nie wszystkie kraje szczepią dzieci przeciwko gruźlicy. W Polsce jest taki obowiązek od kilkudziesięciu lat. A dowodem, że jesteśmy zaszczepieni jest okrągłe znamię na prawym ramieniu.

Kto produkuje szczepionkę przeciwko gruźlicy?

W Europie jest tylko trzech producentów szczepionki przeciwko gruźlicy. Z tego jeden w Lublinie. To firma Biomed SA. Google przy okazji i bez pytania usłużnie podsunął mi wykres notowań giełdowych tej firmy. A mnie zamurowało: spółka dosłownie szybowała w górę!

Naiwnie pomyślałam, że oto nadarza się długo wyczekiwana okazja do zdobycia fortuny i że być może powinnam zostać traderem. Trader tym różni się od inwestora giełdowego, że szybko obraca akcjami. Czyli kupuje je i sprzedaje, zamiast trzymać je przez dłuższy okres. Tradera interesuje więc szybki zysk, a nie długoterminowa lokata.

Ponieważ ja działam zwykle bardzo spontanicznie, dlatego nie zastanawiałam się zbyt długo i już kolejnego dnia nabyłam pierwsze akcje. Pisząc ten tekst mam zatem zaledwie kilkudniowe doświadczenie gracza giełdowego.

Giełda dla początkujących

Weszłam na giełdę jako osoba zupełnie zielona. Nie wiedziałam kompletnie nic. Sprawdzałam w wyszukiwarce, co znaczą niektóre określenia. Czasem nawet po kilka razy, bo były niezbyt jasne. Grałam prawdziwymi pieniędzmi na prawdziwej giełdzie, a nie na symulatorze. Dlatego czułam odpowiedzialność za każdą decyzję, nawet jak mój kapitał był naprawdę niewielki.

A ponieważ zadziałało „szczęście początkującego”, to wszystkie wytypowane przeze mnie spółki odnotowały po pierwszym dniu wzrost! Mój portfel wirtualnie powiększył się o prawie 40% jednego dnia! Byłam oszołomiona, jakie to łatwe! Rozpierało mnie szczęście i duma. Byłam przekonana, że Los chce, żebym grała. W tym amoku zapomniałam, że mam być traderem i że powinnam sprzedawać swoje akcje, a nie trzymać je. Chciwość odebrała mi rozum.

Giełda – emocje podczas inwestowania

Spółka Biomed SA, którą kupiłam za ok. 2,80 zł w pewnym momencie kosztowała ponad 6 złotych!  Naiwnie myślałam, że trend wzrostowy będzie trwał jeszcze długo, zapominając, że przecież drzewa nie rosną do nieba. Kiedy zaczęły się spadki, poczułam się oszukana. Z euforii wpadłam w przygnębienie. Wprawdzie nadal byłam „zarobiona”, ale już nie TYLE! Plułam sobie w brodę, że byłam taka chytra! Że sama nie trzymałam się swojej strategii!

Czy to była tylko korekta?

A spółka zaczęła wariować. Rosła, spadała. Znowu trochę rosła. I tak w kółko. A ja miałam dylematy: sprzedawać za 4 złote (już nie za 6!), czy trzymać dalej? Jak zdecydowałam się ją jednak wystawić za te 4 złote, to akurat spadła niżej. Znowu byłam w plecy. Wprawdzie realnie nie straciłam, bo przecież kupiłam ją za 2,80 zł. Ale teraz myślałam już tylko o tych 6 złotych, które była przez pewien czas warta. Następnego dnia otworzyła się wprawdzie wyżej, ale moje zlecenie już wygasło, bo było ważne tylko jeden dzień.

Od kiedy kupiłam tą spółkę, to wyszło kilka informacji. Na przykład, że członek zarządu sprzedał akcje za ileśtam milionów. Kurs zatem spadł. Potem wyszedł kolejny komunikat, że pożyczył pieniądze spółce na rozwój. Kurs poszedł lekko w górę. Informacja, że Biomed podpisał umowę z Turcją znowu lekko wzmocniła kurs.

Zapomniałam o koronawirusie

Siedziałam przed monitorem i hipnotyzowałam wzrokiem cyferki. Nigdy bym nie przypuszczała, że groszowe wahania mogą tak decydować o czyimś nastroju. Ani że można tak siedzieć i gapić się w ekran. Zupełnie zapomniałam o pandemii. Straciłam orientację, ile osób zachorowało, a ile zmarło. Wcześniej analizowałam, czy ci zmarli byli starzy i czy na coś chorowali. Teraz byłam zaabsorbowana wzrostami i spadkami indeksów giełdowych.

Spółka Biomed SA przez te kilka dni, od kiedy mam jej akcje, pokazała mi różne oblicza giełdy. Zmusiła mnie do zweryfikowania nastawienia i do nauki, co jednak oceniam bardzo pozytywnie.

Jak zatem zacząć grać na giełdzie?

Wybór biura maklerskiego

Akcje kupujemy poprzez biuro maklerskie. Zarówno przy zakupie, jak przy sprzedaży akcji pobierana jest prowizja. W moim biurze jest to 0,39% transakcji, ale nie mniej niż 5 zł. Im za mniejszą kwotę kupujemy, tym ta prowizja bardziej wpływa na nasz rzeczywisty kurs nabycia akcji. Bo musimy ją dodać do naszej ceny zakupu.

Na przykład kupując 5 akcji po 100 zł, realnie kosztują nas one 101 zł za sztukę. Bo to 5 złotych podzielone proporcjonalnie na każdą akcję podniesie cenę jej zakupu o 1 złoty. Jeśli kupimy 12 akcji po 100 zł, to już akcja kosztuje 100,4166 zł, bo 5 złotych dzielimy na 12 akcji. To niby niewiele, ale w akcjach liczy się dosłownie każdy grosz, dlatego o tej prowizji warto pamiętać. W moim biurze przy nabyciu akcji za ok. 1300 zł przechodzę na naliczanie prowizyjne 0,39%. Poniżej tej kwoty ta prowizja realnie wychodzi droższa, niż 0,39%.

Taka sama zasada obowiązuje przy sprzedaży. Jeśli sprzedam akcje za mniej, niż te 1300 zł, biuro zabierze mi 5 zł. Jeśli za więcej, zabierze 0,39%. Biuro maklerskie zarabia więc dwa razy na tej samej akcji, bo prowizję pobiera przy kupnie i sprzedaży. Zarabia także wtedy, kiedy my tracimy.

Porównanie biur maklerskich

Ja mam rachunek maklerski w Santanderze. Moim zdaniem nie jest on zbyt intuicyjny. Na początku nie umiałam znaleźć niektórych informacji o swoich akcjach. Teraz już się trochę w tym połapałam.

W tym krótkim czasie przetestowałam też eMaklera w mBanku. W nim od razu widać, ile zarabiamy czy tracimy na swoich akcjach. W mBanku prowizja, tak jak w Santanderze, wynosi 0,39% wartości obrotu, ale nie mniej niż 3 zł. W Santanderze jest to 5 zł, czyli jest drożej. Ale z kolei notowania w czasie rzeczywistym bardziej podobają mi się w Santanderze. Nie do końca też wiem, czy po 3 miesiącach mBank nie zażąda opłaty za notowania w czasie rzeczywistym, bo bezpłatna opcja jest na 3 miesiące.

Mój brat ma z kolei konto maklerskie w PKO BP. Ono jest chyba najbardziej przyjazne z tych trzech. Na monitorze widać od razu całą masę informacji. Nie trzeba ich nigdzie szukać. Ale nie wiem, jakie tam są opłaty.

Giełda – notowania w czasie rzeczywistym

Jeśli wejdziecie na jakiś portal biznesowy, to zobaczycie notowania opóźnione o 15 minut. To znaczy, że tak naprawdę nie wiecie, ile dane akcje kosztują w TYM MOMENCIE. Na giełdzie zmiany  mogą być co kilka sekund, zatem dane sprzed 15 minut są archaiczne. Pokazują zapewne jakiś trend, ale jeśli ktoś gra, to potrzebuje aktualnych informacji. Dlatego przy wyborze biura trzeba zobaczyć, czy i za ile mamy dostęp do notowań w czasie rzeczywistym.

Moje biuro za darmo daje dostęp do jednej, najlepszej oferty. Ja na początku myślałam, że chodzi o jedną spółkę i zastanawiałam się, kto decyduje, jaka to spółka? Ale to nie o to chodzi. Widzimy aktualną cenę każdej spółki, która jest notowana na giełdzie. Widzimy też, ile osób i za ile chce kupię i sprzedać akcje. Ale tylko jedną, najwyższą cenę kupna i jedną, najniższą cenę sprzedaży. Dlatego nazywa się to jedna oferta.

Jak działa giełda?

Wyobraźmy sobie, że giełda to parkiet, na którym stoją stoły. Każda notowana na giełdzie spółka stawia tam swój stół, przy którym może spotkać się ten, kto chce sprzedać jej akcje z kimś, kto chce je kupić. Jeśli takich osób jest więcej, to ustawiają się w kolejce. Z lewej strony ustawia się kolejka kupujących, a z prawej sprzedających. Ludzie w tych kolejkach nie ustawiają się wg kolejności zgłoszeń, tylko według oferowanej ceny. Czyli ich miejsce w kolejce zależy od tego, ZA ILE ktoś chce kupić lub sprzedać akcje. Chyba, że dają tyle samo, wtedy ten, kto dał szybciej, stoi bliżej stołu.

Mając dostęp do jednej, najlepszej oferty widzimy najwyższą cenę, jaką w danej w chwili ktoś jest skłonny zapłacić za akcję i najniższą, za jaką ktoś chce je sprzedać. Widzimy też, ile akcji za te ceny jest na zbyciu, a ile mogłoby zostać kupione, jeśli doszłoby do transakcji. Możemy zatem oszacować, czego jest więcej. Kiedy transakcja zostaje zawarta lub kiedy do „kolejki” wejdzie ktoś, kto zaoferuje cenę, która go uplasuje tuż przy samym stole, rekord się przez chwilę podświetla i pokazują się nowe wartości.

A czasem nic się nie dzieje.

Bo na przykład ktoś chce kupić 100 akcji za 10 zł, a ktoś chce sprzedać 150 akcji za 10,50 zł. Niby akcje są, ale handlu nie ma, bo ceny się „nie spotkały”. Oczywiście potencjalnych zbywców i nabywców w kolejce może być więcej, ale my widzimy tylko tych pierwszych z obu stron przy stole. Dopóki oferty kupna i sprzedaży się nie spotkają, transakcji nie będzie. Oczywiście w każdej chwili do stołu może podejść ktoś, kto zechce zapłacić te 10,50 za akcję. Albo ktoś, kto zechce sprzedać taniej, bo za 10 złotych. Wtedy kolejka się przetasuje.

Wybierając biuro maklerskie trzeba zatem sprawdzić, za ile jest dostęp do najlepszej oferty, czyli do informacji o aktualnym kursie akcji oraz o cenach, za jakie je wystawiły osoby z pierwszych miejsc w kolejce. Wytrawni gracze potrzebują więcej informacji. Ich interesują nie tylko ci na samym początku kolejki, ale także ci zaraz za nimi. Taki dostęp w moim biurze jest dodatkowo płatny.

W moim systemie giełdowym jest jeszcze taka opcja, jak ukryta transakcja. Ona chyba sprawia, że jej nie widać w tym zestawieniu. Jeszcze nie wiem, po co się to robi.

Jak się kupuje akcje na giełdzie?

Zakup akcji na giełdzie, to w moim przypadku zawsze silne emocje. Strach, czy nie stracę, albo czy się nie pomylę przy wpisywaniu (niekiedy w pośpiechu) parametrów i podniecenie, czy zdążę kupić (sprzedać) za wyznaczoną cenę, powodują szybsze bicie serca. Ponieważ niektóre skróty czy określenia były dla mnie początkowo niejasne, dlatego stres był jeszcze większy. Ale to był ten stres mobilizujący, tak zwany eustres, który jest pozytywny i motywuje nas do działania.

Jak zatem kupić akcje na giełdzie?

Kupując akcje na giełdzie możemy kupić je albo za cenę, jaką sobie ustalimy (LIMIT), albo po każdej cenie (PKC).

W pierwszym przypadku (LIMIT) będziemy musieli zaczekać, aż znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nam je za tyle sprzedać. Stoimy więc gdzieś w tej kolejce i albo zbliżamy się do stołu, albo od niego oddalamy. W zależności od wahań kursu na giełdzie.

Opcja PKC, czyli po każdej cenie, oznacza, że lądujemy od razu przy samym stole, czyli na początku „lewej” kolejki i kupujemy akcje od pierwszego z „prawej” kolejki za taką cenę, jaką on chce. Jeśli chcemy kupić więcej akcji, niż on ma na sprzedaż, kupujemy od kolejnych osób, aż kupimy tyle, ile chcemy. Kolejni sprzedający zapewne wystawili swoje akcje drożej, niż ten pierwszy. Zatem od pierwszego kupimy po innej cenie, niż od drugiego, czy trzeciego sprzedającego. I im dalej od stołu, tym akcje mogą być droższe. PKC oznacza, że podejmujemy to ryzyko, bo bardzo chcemy mieć te akcje. Jeśli mamy dostęp do więcej, niż ostatnia oferta, to wtedy możemy to lepiej oszacować, bo wiemy nie tylko, jak wygląda pierwsza oferta sprzedaży i ile to jest akcji, ale także kilka kolejnych.

Oczywiście to wszystko odbywa się automatycznie. Przy zakupie wybieramy zatem LIMIT lub PKC, a dodatkowo określamy parametry czasowe. Możemy zdecydować, czy nasz zakup ma być zrealizowany tylko na bieżącej sesji (czyli w danym dniu), czy też (do) określonego dnia, a nawet godziny.

Inne parametry

W opcjach zakupu oprócz ceny i daty zakupu określamy także ilość akcji lub wartość transakcji, czyli jaką kwotę chcemy na to przeznaczyć.

Kupujemy oczywiście w ramach środków, które mamy na rachunku maklerskim. Czyli tych, które wpłaciliśmy. Czasem konto maklerskie jest powiązane z naszym rachunkiem bankowym i wtedy korzystamy ze środków na tym rachunku. Jeśli składamy dyspozycję zakupu akcji, to wtedy system nam blokuje kwotę na ich zakup. I pomimo że teoretycznie mamy pieniądze, bo transakcja nie została jeszcze sfinalizowana, nie możemy ich przeznaczyć na zakup innych akcji.

A co, jeśli zmienimy zdanie?

Jeśli zmienimy zdanie, a transakcja kupna akcji na giełdzie nie została jeszcze zrealizowana, możemy ją anulować (usunąć) lub modyfikować, czyli zmienić każdy parametr. Oczywiście tylko w ramach posiadanych wolnych środków.

Kurs otwarcia

Warszawska giełda „pracuje” w dni robocze od godziny 9 do 17. Ceny akcji ustalane są jakby codziennie od nowa. Rano jest to kurs otwarcia, który wcale nie musi być taki sam, jak kurs zamknięcia dnia poprzedniego. Czyli to, ile jedna akcja danej spółki kosztowała wczoraj o 17-tej, wcale nie znaczy, że dzisiaj rano o 9-tej przy otwarciu giełdy ta cena będzie identyczna. Pół godziny przed tym, zanim giełda ruszy, liczone są oferty kupna i sprzedaży wszystkich walorów i na tej podstawie określa się kurs otwarcia. Im większe zainteresowanie spółką, tym droższe mogą być jej akcje w porównaniu do dnia poprzedniego. Analogicznie, im mniejsze zainteresowanie spółką, im więcej osób będzie chciało pozbyć się jej akcji, tym kurs otwarcia może być niższy. Dla nas oczywiście ważny jest kurs, za jaki my kupiliśmy dane akcje.

Giełdy światowe

Wytrawni gracze interesują się giełdami światowymi, które pośrednio także wpływają na to, jak otworzy się nasza giełda. Ze względu na różnice czasu, giełda amerykańska kończy się w tym samym dniu, co nasza, ale kilka godzin po jej zamknięciu. A giełdy azjatyckie zamykają się nad ranem. Zatem zanim kolejnego dnia ruszy giełda w Warszawie, niektórzy prognozują jej wzrost lub spadek w zależności od tego, jak się zamknęły giełdy światowe. Oczywiście indeksy giełdowe liczone są dla całej giełdy.

Nas natomiast interesuje nasza konkretna spółka, która wcale nie musi zachowywać się, jak giełda. Ale może.

Jak sprzedać akcje na giełdzie?

Przy sprzedaży akcji na giełdzie, oprócz terminu transakcji i ilości akcji, które chcemy sprzedać (nie musimy sprzedawać wszystkich), mamy już nieco więcej opcji cenowych. W zależności, jaką z nich wybierzemy, w tym miejscu kolejki sprzedających staniemy. Zasada jest taka, jak przy zakupie. Tyle, że tam przy stole stoi ten, który chce najwięcej zapłacić za akcje. A tu stoi ten, który chce je najtaniej ze wszystkich sprzedać. Wszyscy inni, którzy stoją za nim, chcą dostać więcej, niż on.

Jakie opcje cenowe mamy do wyboru przy zakupie akcji na giełdzie?

Również tu możemy podać LIMIT ceny, czyli konkretną kwotę, za jaką chcemy sprzedać daną akcję. Cena dotyczy jednej akcji. Wtedy giełdowy system kolejkowy nas ustawi tam, gdzie trzeba.

Jeśli natomiast chcemy sprzedać akcje od razu, to wybieramy opcję PKC, czyli po każdej cenie. Wtedy jesteśmy pierwsi i sprzedamy je za taką cenę, jaką daje pierwszy kupujący. O ile ktoś będzie chciał kupić. Bo nie zawsze tak jest. Z tej opcji warto korzystać wtedy, kiedy potrzebujemy pieniądze NA JUŻ. Musimy się jednak liczyć z tym, że nie zawsze ta cena będzie nas satysfakcjonować. No i jeśli ten pierwszy nie kupi naszych wszystkich akcji, to wezmą je drugi, a może nawet i trzeci. A oni na pewno dadzą mniej, niż pierwszy. W efekcie może się okazać, że nasze akcje pójdą za różne ceny.

STOP LOSS czy STOP LIMIT? Różnice.

Stop loss i stop limit to kolejne możliwości ustalania ceny sprzedaży akcji na giełdzie. Te dwie opcje były dla mnie długo niejasne. Nie umiałam rozróżnić, czym różni się stop loss od stop limit. Wyjaśnienia w internecie były dosyć zawiłe. Mam nadzieję, że je dobrze zrozumiałam.

Jeśli chcemy się zabezpieczyć przed zbyt dużym spadkiem wartości akcji, warto ustawić stop loss lub stop limit. To jakby takie automatyczne zabezpieczenie przed stratą, albo zabezpieczenie już osiągniętego zysku.

Na przykład kupujemy akcje po 10 zł. Zakładamy, że jeśli stracą więcej, niż 10%, czyli w tym przypadku 1 zł, to je sprzedajemy. A ponieważ na giełdzie rzeczy dzieją się błyskawicznie, to możemy nie zdążyć ustawić tego zlecenia, jak akcje zaczną spadać. Dlatego robimy to wcześniej. Tak jakby na wszelki wypadek.

Stop loss

Stop loss oznacza, że podajemy wartość (czyli cenę), przy której system automatycznie zacznie sprzedawać nasze akcje. Czyli w tym wypadku jeśli cena akcji spadnie z 10 zł do 9 zł, staniemy na początku prawej kolejki i zaczynamy sprzedawać.  Ale może się zdarzyć, że naszych akcji jest na tyle dużo, że wystarczy ich dla pierwszych dwóch osób. Pierwsza chciała kupić za 9 zł, ale druga daje już tylko 8 zł. Wtedy jej też sprzedamy, ale nie za 9 zł, tylko właśnie za 8. Czyli można powiedzieć, że przy aktywowaniu tego naszego zlecenia sprzedaży na tym ustalonym przez nas poziomie, nasze zlecenie staje się zleceniem PKC (po każdej cenie).  Tyle, ile się da, sprzedamy za 9 zł, a resztę za 8 zł.

Stop limit

Żeby tego uniknąć, można ustawić zlecenie STOP LIMIT. Wtedy określamy, przy jakiej cenie zaczynamy sprzedawać, ale poniżej jakiej nie sprzedajemy. Wobec tego jeśli w parametrach ustalimy, że najniższa cena, za jaka sprzedamy, to 8,50 zł, to wtedy akcje za 9 zł znajda nowego nabywcę, ale reszta nam zostanie, bo poniżej 8,50 zł nie chcemy sprzedać.

Tak ja rozumiem różnicę pomiędzy STOP LOSS a STOP LIMIT. Nie wiem za bardzo, co się stanie, jeśli ktoś nie da 9 zł, tylko od razu 8,80. Czyli będzie jakby taka luka. Czy wtedy też system zacznie sprzedawać? Jeszcze tego nie przetestowałam.

Oczywiście transakcje sprzedaży akcji, o ile nie zostały zrealizowane, też możemy anulować lub modyfikować.  Możemy też ustalać, do kiedy dane zlecenie ma być ważne.

Prowizja

Ponieważ od transakcji sprzedaży akcji na giełdzie także jest pobierana prowizja, dlatego musimy ją również uwzględnić w naszych kalkulacjach.

Jeśli sprzedamy 5 akcji po 100 zł, to biuro zabierze nam 5 zł prowizji. Zatem realnie otrzymamy nie 500 zł, tylko 495.

W moim biurze prowizja od sprzedaży akcji na giełdzie jest taka, jak od zakupu, czyli 0,39% ceny sprzedaży, ale nie mniej, niż 5 zł.

Analiza spółek giełdowych

Osoby, które inwestują na giełdzie, prędzej czy później natkną się na termin analiza fundamentalna i analiza techniczna.

Giełda – analiza fundamentalna

Analiza fundamentalna polega na zgłębianiu informacji o spółce. Czyli m.in. na przeglądaniu informacji finansowych, które spółki giełdowe muszą upubliczniać. Jeśli ktoś chce ulokować kapitał w spółce na dłuższy czas, to z pewnością zależy mu, żeby była ona bezpieczna i miała solidne fundamenty. Doświadczeni gracze potrafią wyliczać różne wskaźniki i na ich podstawie podejmują decyzje inwestycyjne.

Giełda – analiza techniczna

Analiza techniczna polega na analizowaniu wykresów. Podobno dobry analityk nie musi o spółce nic wiedzieć. Tak, jak lekarz może zanalizować wykres EKG bez pacjenta, tak wprawny analityk na podstawie wykresu umie przewidzieć wzrosty i spadki spółki. Bo podobno giełda wyprzedza rynek. Czyli giełda „wie” wcześniej, niż gracze.

I z tym muszę się zgodzić, chociaż kilka dni temu uważałam to za absurd. A dlaczego? Właśnie na podstawie doświadczeń z BIOMEDEM.

Spółki są wprawdzie zobowiązane do publikacji komunikatów, ale często robią to PO zaistnieniu danego faktu. Gracze nie wiedzą, co się dzieje. W Biomedzie prezes sprzedał akcje, zatem pojawiła się ich duża ilość i ich cena spadła. Natomiast komunikat, że to zrobił, pojawił się już po tym,  jak akcje straciły na wartości. W spółkach zawsze dzieją się pewne rzeczy, o których wie zarząd i główni akcjonariusze. A drobni ciułacze, jak ja, dowiadują się, jak jest już za późno.

Linia wsparcia i linia oporu

Podobno jest tak, że wykresy każdej spółki są powtarzalne. Czyli to spółkowe EKG ma pewne stałe elementy, które w określonych cyklach są takie same. Dobry analityk umie to zauważyć. To wymaga pewnej wprawy, bo gdyby każdy to potrafił, to giełda by była miejscem, gdzie wszyscy tylko zarabiają.

Analiza techniczna polega m.in. na rysowaniu i analizowaniu linii, które przebiegają przez szczyty wzrostów (linia oporu) i przez dołki spadków (linia wsparcia).  Jeśli któraś z tych linii zostanie przebita, to wtedy spółka leci w dół, bądź szybuje w górę.

Zapewne jest jednak wiele innych czynników, jak na przykład teraz pandemia, które zaburzają ten wykres.

Giełda – gdzie szukać informacji?

Jest wiele stron, gdzie znajdziemy informacje o spółkach giełdowych. Różnią się wyglądem i funkcjonalnością i warto zobaczyć, która jest dla nas najbardziej przejrzysta.

Potrzebujemy co najmniej podstawowych informacji o spółce. Czyli czym się zajmuje, kursy otwarcia, zamknięcia, jaki wzrost/spadek, czy jaki ma wykres. Powinniśmy też sprawdzić, jaki ma obrót, czyli ile jej akcji zmieniło na ostatniej sesji właściciela. To bardzo ważna informacja. Wyobraźcie sobie, że widzicie, że jakaś spółka odnotowała 50% wzrost obrotów. Sprawdzacie to, a tam było zaledwie 15 transakcji. Jeśli poprzedniego dnia było ich  10, to wystarczy 5 więcej i już jest wzrost.

Bardzo ważne są dzienne obroty

To samo dotyczy ceny. Dlatego warto zawsze sprawdzić, jakie są obroty. Bo może się zdarzyć, że w amoku i podnieceni zielonym wykresem kupimy akcje spółki, która wcale nie jest popularna. I potem tych akcji nikt od nas nie odkupi. Tak też może się zdarzyć.

Widziałam spółki, które świeciły się na zielono, ale w zasadzie nie było na nich handlu. Jeśli taką kupimy, a nie znajdziemy na nią amatora, to możemy trochę postać przy tym stole. No chyba, że taniej sprzedamy.

Psychologia inwestowania

Inwestowanie na giełdzie wiąże się z całą masą emocji.  Oczywiście gramy po to, żeby zarobić. Ale kiedy nasza spółka zaczyna spadać, przestajemy myśleć o zysku, tylko skupiamy się na tym, jak ochronić swój kapitał.

W moim przypadku strach przed stratą jest o wile silniejszy, niż emocje związane z zyskiem. Z natury nie jestem ryzykantką, dlatego inwestuję raczej ostrożnie, co nie znaczy, niestety, że rozważnie i obracam niewielkim kapitałem.  Muszę się nauczyć przestrzegania pewnych ustalonych przez samą siebie zasad. Czyli jeśli określę cel swojej inwestycji, to się go trzymam.

W najbliższym czasie, o ile giełda nie przestanie mnie interesować, chcę poczytać trochę o psychologii inwestowania i emocjach, jakie towarzyszą graczom zarówno w trakcie hossy, jak i bessy.

W ciągu tych kilku dni przeżyłam fazę euforii i podniecenia, ale także rozczarowania, niepokoju czy zwątpienia. Z natury jestem bardzo emocjonalna, więc giełda zapewniła mi możliwość przeżycia całego spektrum emocji w bardzo krótkim czasie. Jest jednak także skutecznym odwracaczem uwagi od koronawirusa. Dzięki temu nie skupiam się na Covid-19, co jest z całą pewnością bardzo pozytywne. Próbowałam wielu strategii odwracania uwagi i ta jest w moim przypadku najskuteczniejsza.

Podatek giełdowy

Jeśli giełda da nam zarobić, płacimy 19% podatek giełdowy od naszego zysku. System liczy za ile kupiliśmy akcje, za ile je sprzedaliśmy, podlicza poniesione przez nas koszty na prowizje i inne opłaty w biurze maklerskim i jeśli jesteśmy na plusie, to dzielimy się nim z fiskusem. Jeśli na minusie, to stratę możemy odliczyć od zysków w kolejnych latach. Jak konkretnie, to jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję, że będę miała okazję zgłębić ten temat. Innymi słowy, że na koniec roku będę mogła powiedzieć, że zarobiłam, a nie że straciłam.

Podsumowanie

Powyższy opis powstał w oparciu o moje krótkie doświadczenia. Kiedy piszę „pierwszy kupujący”, czy „pierwszy sprzedający” nie mam na myśli jednej osoby, ale grupę osób, które chcą sprzedać czy kupić akcje za tą samą cenę.  Czyli tak naprawdę jest to po prostu pewien wolumen akcji, czyli łączna liczba papierów wartościowych, które są do zbycia, czy nabycia za określoną kwotę. Wiadomo, że w przypadku spółek, które mają dużo akcji w obrocie, jednocześnie wiele osób może oferować taką samą cenę, która obowiązuje, aż do wyczerpania puli. Potem oni odchodzą od „stołu”, a siadają do niego kolejni gracze z następnej pozycji.

Giełda daje nam możliwość grania w tym samym czasie przy kilku stołach. Ja w pewnym momencie miałam akcje 10 spółek. Ale to zdecydowanie za dużo, bo trudno to ogarnąć. Każda z nich żyje własnym życiem, więc im jest ich więcej, tym większy mamy mętlik. Zdecydowanie tego nie polecam. Zwłaszcza osobom początkującym, takim, jak ja.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x