Moje doświadczenia z nerwicą

Ataki paniki i agorafobia: opis mojego przypadku

Pierwszy atak paniki

Ataki paniki i agorafobia zaczęły się u mnie w maju 2010 roku. Pierwszy atak paniki był przeżyciem strasznym i całkowicie niespodziewanym. Nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle istnieje!

Byłam na zakupach w centrum handlowym i nagle poczułam kłucie z lewej strony klatki piersiowej, a zaraz potem jakby drętwienie lewej ręki. Od dołu brzucha w kierunku czubka głowy przetoczyła się dziwna fala – mieszanka gorąca i niepokoju. Zaczęłam dygotać, a serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiem, czy było to widać na zewnątrz, ale w środku wszystko mi drżało. Myślałam, że umieram. Nie umiałam tego opanować. Nie pomogło wyjście na świeże na powietrze.

Na moją prośbę ochrona wezwała karetkę. Czekałam, leżąc rozedrgana na jakiejś kozetce. Wykonany przez lekarkę z pogotowia zapis EKG sugerował, że to mógł być zawał. Drżenie się chyba jeszcze bardziej wzmogło, o ile było to w ogóle możliwe.

Pamiętam przede wszystkim ten niewyobrażalny lęk przed śmiercią. Potworny, obezwładniający lęk i te drgawki. Nigdy wcześniej się tak nie bałam.

Szpital

Jechałam karetką do szpitala, w głowie miałam chaos i trudne do opisania przerażenie. Moje ciało dalej się trzęsło każdą swoją komórką. Cały czas myślałam, że umieram. Że to koniec.

Badania w szpitalu wykluczyły zawał. Wykazały natomiast brak elektrolitów (sodu i potasu), który mógł “zafałszować” zapis EKG. Leżałam podłączona do kroplówki, a drżenie dalej trwało i trwało. Nie wiem ile. Chyba w sumie ponad godzinę, o ile nie dłużej. W końcu ustało, a ja zostałam wypisana do domu z zaleceniem uzupełnienia niedoboru sodu (sól) i potasu (tabletki + pomidory, banany i ziemniaki).

Jak wychodziłam ze szpitala, to nawet czułam się dobrze. Tramwajem wróciłam na parking przy centrum handlowym po samochód i pojechałam do domu. Myślałam, że już wszystko w porządku. Wtedy nie wiedziałam, że to, co właśnie przeżyłam, to był napad paniki.

Kolejne ataki paniki i agorafobia

Niestety, następnego dnia znowu w pewnym momencie poczułam tą falę niepokoju połączoną z gorącem, znowu zrobiło mi się duszno, dostałam wewnętrznych drgawek, a serce oszalało. Przeraziłam się. Byłam akurat u klienta i nie wiedziałam, jak się zachować. Najchętniej bym się położyła na ziemi, ale wstyd mnie powstrzymał. Usiadłam przy otwartym oknie i starałam się opanować przerażenie. Atak paniki minął po kilku minutach.

Potem takie sytuacje zaczęły powtarzać się coraz częściej. Ataki paniki zmieniły moje życie. Na wiele lat przestałam czuć się bezpiecznie poza własnym domem. Bałam się z niego wychodzić, żeby mi się coś nie stało.

Agorafobia

Ataki paniki sprawiły, że zaczęłam unikać wychodzenia z domu. Dopiero potem dowiedziałam się, że to rodzaj zaburzenia, które nazywa się agorafobia. Ataki paniki często sprawiają, że chory najbezpieczniej czuje się we własnym domu. I właśnie wtedy rozwija się agorafobia.

Przestałam sama prowadzić samochód, bo bałam się, że spowoduję wypadek, jak TO mnie znowu dopadnie. Nie wychodziłam sama do sklepu. Pracowałam głównie w domu, to, na szczęście, odpadły dojazdy do pracy. Nie wiem, jak bym sobie z tym poradziła, gdyby było inaczej.

Czasami po wstaniu z łóżka i wyprawieniu dzieci do szkoły znowu się do niego kładłam i czekałam na śmierć. Z trudem wykonywałam swoją pracę zawodową. Obiady zaczynałam gotować na krótko przed powrotem pierwszego domownika, bo bałam się, że umrę w trakcie gotowania, nie zdążę wyłączyć kuchenki i spalę dom. A tak, jak ktoś wróci, to wyłączy.

Dzieci czasem przesyłały sms, że zostają dłużej w szkole, a to oznaczało kolejną godzinę w samotności. Pamiętam reakcję, jaką zawsze taki sms wywoływał: miałam wrażenie, że coś ściska moją klatkę piersiową z obu stron i że zaraz stracę przytomność. Znowu czułam tą falę w głowie. Zastanawiałam się, czy zdążą wróć, zanim umrę. To wszystko jeszcze bardziej mnie przerażało i napędzało ten lęk.

Cały czas czułam jakieś niepokojące objawy ze strony mojego ciała, najczęściej zlokalizowane w klatce piersiowej, w brzuchu lub w głowie. Często atak paniki budził mnie w nocy.

Życie w poczuciu nieustannej katastrofy

Stałam się mistrzem w wyczuwaniu swojego pulsu. Wyczuwałam go bez dotykania. Kolejne dni, potem tygodnie, a potem miesiące i lata poświęcałam na analizowanie swojego samopoczucia i stanu ducha oraz w oczekiwaniu na jakąś katastrofę związaną przede wszystkim ze swoją własną, nagłą śmiercią.

Ten lęk był przez jakieś 5 lat moim nieodłącznym towarzyszem. Zniewalał mnie i paraliżował, ograniczał moją mobilność i swobodę. Bałam się zostać sama w domu, bałam się spać, bałam się żyć. Byłam uwieszona na swoich bliskich. Nerwica mnie pozbawiła radości i marzeń. Ataki paniki i agorafobia stały się codziennością.

Życie toczyło się obok mnie. Nie bardzo nawet wiem jakie, bo cały czas skanowałam swoje ciało. Non stop. Jak ewentualnie jakimś cudem przestawałam myśleć o własnej śmierci, to zaczynałam się zamartwiać o bliskich. Zwykłe przeziębienie któregoś z dzieci, ból głowy czy brzucha wyzwalały we mnie taką falę emocji i jednocześnie dolegliwości somatycznych, które dodatkowo mnie niepokoiły, że nie umiałam dać sobie z nimi rady.

Ataki paniki i agorafobia stały się codziennością. Nerwica nie odpuszczała.

Neurotyczna matka

Teraz z perspektywy czasu żałuję głównie jednej rzeczy: że byłam taką neurotyczną matką. I to zaczęło się dużo wcześniej, zanim miałam pierwszy atak paniki. Moja nerwica i zaburzenia lękowe spowodowały, że prosiłam dzieci, jak były młodsze, żeby wysyłały smsy, że dotarły do szkoły i potem, że już wracają (lub że jeszcze nie wracają) do domu.

Mieszkamy w niewielkiej miejscowości i chociaż istnieje pewne prawdopodobieństwo, że mogło je coś potrącić, to nie jest ono wysokie. To mnie jednak wcale nie uspokajało. Jeśli dziecko nie wysłało wiadomości, to wsiadałam w auto, podjeżdżałam do szkoły i sprawdzałam, czy jest jego kurtka w szatni. Droga pomiędzy domem a szkołą zabierała mi kilka minut. Przeżywałam w tym czasie istne katusze, wyobrażając sobie, że dziecko zostało porwane albo potrącone. Ulga przychodziła, gdy zobaczyłam wiszącą na wieszaku kurtkę. Ale tylko na chwilę, bo zaraz potem oszalały mózg tworzył kolejne czarne wizje.

Neurotyczna matka

Każda szkolna wycieczka moich dzieci to był dla mnie koszmar. Zdarzyło mi się nawet raz córki na jedną z nich nie puścić, bo padał deszcz, a ja bałam się, że autobus będzie miał wypadek!

Jak dzieci gdzieś jechały z klasą, to cały czas sprawdzałam wiadomości w internecie, czy nie było żadnych zdarzeń drogowych. Rozluźniałam się dopiero, jak były w domu.

Koniec świata 2012

Bałam się dosłownie wszystkiego. Zamartwiałam się nieustannie o wszystkich i z każdego powodu. Jakoś w trakcie tych najgorszych 5 lat miał być koniec świata (ten w 2012 roku). Gdzieś o tym przeczytałam i uwierzyłam! Tak strasznie się go bałam! Siedziałam przed komputerem i szukałam informacji na ten temat.

Kupiliśmy nawet lunetę, bo chciałam obserwować, jak się zbliża Nibiru! Ale jak już luneta była złożona, to nie chciałam przez nią wcale patrzeć, żeby jednak tej Nibiru przypadkiem nie zobaczyć! I nigdy przez nią nawet nie spojrzałam! Po pewnym czasie wyniosłam ją na strych, gdzie nadal stoi jako dowód mojego ówczesnego “szaleństwa”.

W dniu, kiedy miał być ten koniec świata jedna z córek wysłała mi sms ze szkoły, żebym “jakby co”, pogłaskała od niej jej zwierzaka na pożegnanie. To miał być, jak się później okazało, żart. Ale ja go oczywiście nie zrozumiałam. Takie żarty do mnie wtedy w ogóle nie docierały. Wsiadłam więc w samochód, pojechałam do szkoły i wyciągnęłam ją z lekcji, żeby zapytać, czy wszystko w porządku.

Lęk przed podróżowaniem

Każda podróż samochodem była koszmarem, bo oczywiście bałam się wypadków. Wpadałam w histerię, jak jechaliśmy pomiędzy ciężarówkami.

Bałam się także mostów (bo mogą pęknąć, jak po nich będziemy jechać), tuneli i metra (bo może być wybuch czy pożar i nie będzie ucieczki), wind (bo mogą się zerwać), kopalni (bo może zabraknąć tlenu albo zasypać wejście). A także mieszkań w bloku (bo w jakimś innym mieszkaniu ktoś może zostawić nie wyłączoną kuchenkę albo żelazko). I wielu innych rzeczy. Generalnie bałam się wszystkiego.

W czasie wyjazdów rodzinnych nie brałam udziału w rejsach statkiem, spływach kajakowych, jazdach wyciągami czy wjeżdżaniu windą na tarasy widokowe. Jak dzieci (wcale nie takie małe) wchodziły do morza, to stałam cały czas na brzegu – gotowa w każdej chwili wezwać pomoc.

Inne moje lęki i fobie

Jednak nie tylko ataki paniki i agorafobia zdominowały moje życie. Bo bałam się dosłownie wszystkiego. Przed oczyma widywałam najczarniejsze scenariusze. Innych nie było. Moje myśli krążyły prawie wyłącznie wokół nieuleczalnych chorób i śmierci. Jak już dałam się namówić na wyjście np. do kina, to siadałam zawsze blisko wyjścia z brzegu i najpierw kodowałam, gdzie są drogi ewakuacyjne i cały czas skanowałam swoje ciało i uważałam, czy się gdzieś nie pali, albo nie dzieje jakaś inna katastrofa. Filmu w zasadzie nie oglądałam, bo moja uwaga była skupiona na czymś innym. Zresztą po pewnym czasie przestałam w ogóle bywać w zamkniętych pomieszczeniach użyteczności publicznej.

W najgorszym dla mnie okresie tych 5 lat była jeszcze ptasia i świńska grypa, coroczne epidemie odry i jakieś obfite opady deszczu, które wywoływały lokalne powodzie.

Media miały pożywkę i epatowały różnymi niepokojącymi obrazami, a mnie paraliżował niewyobrażalny lęk. Oczami wyobraźni widziałam całą naszą rodzinę, jak siedzimy na dachu naszego domu i czekamy na pomoc. I w realu rozważałam zakup kajaka lub pontonu. Naprawdę!

Ataki paniki i agorafobia - negatywne myśli w nerwicy
Negatywne scenariusze

Czy byłam nienormalna?

Zdaję sobie sprawę, że każdy zdrowy człowiek czytając to, co piszę, uzna mnie za wariatkę. Ale tylko osoba cierpiąca na zaburzenia lękowe wie, jak realne wydają się te zagrożenia i jak realny jest lęk, który się odczuwa. A do tego nie jest tylko lęk w głowie. Jego odczuwa się w całym ciele, a reakcje ze strony organizmu są czasem tak gwałtowne, że osoba nadwrażliwa boi się, że będą one miały tragiczne skutki zdrowotne. Bo atak paniki zwykle jest nagły i ma bardzo gwałtowny przebieg.

To cierpienie fizyczne jest tak samo trudne do zniesienia, jak psychiczne. I to nie dlatego, że coś bardzo boli, ale dlatego, że człowiek się boi, że ta reakcja w ciele prowadzi właśnie do śmierci. Przynajmniej ja tak myślałam. Bo moja nerwica mnie tak “nauczyła”.

Wielokrotnie cierpiałam w milczeniu, bo z jednej strony miałam przecież świadomość absurdu sytuacji, a z drugiej objawy psychosomatyczne były tak prawdziwe, że w każdej chwili spodziewałam się katastrofy w postaci przynajmniej ciężkiego, nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu, jeśli nie śmierci. Ale osoba, która tego nie przeżyła, tego nie zrozumie. Dla niej ataki paniki i agorafobia to coś, czego nie jest sobie w stanie w ogóle wyobrazić. Bo to jest abstrakcja, przyznaję!

Ataki paniki i agorafobia – przyczyny

Kiedy jednak po kilku miesiącach po tym pierwszym ataku paniki zdarzyło mi się nie umrzeć, a i tak większość wolnego czasu spędzałam w łóżku, to zaczęłam szukać przyczyn. Czytałam poradniki psychologiczne i szukałam rozwiązania. Postanowiłam walczyć z nerwicą.

Szukałam także osób, które czuły to, co ja, żeby wiedzieć, że nie jestem sama, że to tylko jakiś etap w życiu i że można to przezwyciężyć. To ogromna ulga, kiedy można usłyszeć że ktoś boryka się z takimi samymi lękami. A jeszcze lepiej, że sobie z nimi poradził. Bo wtedy budzi się nadzieja, a wraz z nią siła do walki z własnym umysłem i własnym ciałem.

Nie opowiadałam o swoim problemie każdemu, ale sondowałam delikatnie koleżanki, czy zdarzyło im się coś podobnego. Chciałam spotkać pokrewne dusze. Podpytywałam znajome lekarki o moje objawy. Szukałam potwierdzenia, że to nie jest śmiertelna choroba, że od tego nie umrę.  Tylko w domu niewiele mówiłam. Wstydziłam się. Chciałam być w ich oczach silną osobą, a swoją chorobę uważałam za pewien rodzaj słabości.

Pomimo że z jednej strony byłam wyczulona na wszystkie złe informacje i dopasowywałam do siebie, to chłonęłam także te dobre. Chwytałam się ich z nadzieją. Nie puszczałam mimo uszu. Chciałam poczuć się lepiej.

Dwa razy byłam u psychiatry. Poszłam też na psychoterapię grupową. W moim przypadku to nie było zbyt udane doświadczenie. Opisuję je tutaj. Dlatego musiałam sama sobie pomóc. Ale dałam radę.

Wiem natomiast od osób z Instagrama, że wielu z nich psychoterapia pomogła w wyleczeniu nerwicy. Dlatego uważam, że każdy powinien jej spróbować, jeśli ma taką możliwość.

Przebieg mojej choroby

Ataki paniki można pokonać

Każdy może pokonać atak paniki, jeśli w to uwierzy i będzie nad sobą pracował.  Naprawdę trzeba w to tylko uwierzyć! I zacząć działać! Walka z nerwicą może być wygrana.

W tamtym roku po raz pierwszy od bardzo wielu lat zostałam kilka dni sama w domu. To był cudowny czas. Przeżyłam! Nie miałam żadnego ataku paniki. Było wspaniale.

Teraz nawet szukam samotności i cieszę się każdą chwilą, którą mam tylko dla siebie. Jestem dla siebie ważna i nie wstydzę się tego. Akceptuję to, co się stało. Widocznie tak miało być. Jestem mądrzejsza, dojrzalsza i mam do wszystkiego większy dystans.

Cały czas nad sobą pracuję. Dużo czytam, ale już nie tylko książki o mózgu. Nie słucham złych wiadomości. Staram się nie przejmować rzeczami, które mnie bezpośrednio nie dotyczą. Chcę po prostu spokojnie żyć. Nerwica już mi niestraszna. 

Co zyskałam “dzięki” chorobie?

Teraz jest dobrze. Patrząc wstecz, wcale nie żałuję tego, co przeżyłam. Myślę, że w efekcie mnie to wzmocniło, wzbogaciło moje życie duchowe, poprawiło pewne relacje rodzinne  i ogólnie chyba rozwinęło.

Żałuję jednak tej nadopiekuńczości, czarnowidztwa, osaczania dzieci moimi lękami. Nie chciałabym, aby je to napiętnowało. Mam nadzieję, że tak nie jest. One nigdy nie były świadkami, jak miałam atak paniki i chyba do tej pory nie wiedzą, jak bardzo bałam się śmierci i ile razy w w tamtym czasie myślałam, że po mnie przyszła. Moja nerwica i jej najgorsze objawy, czyli agorafobia i ataki paniki, były trochę moją tajemnicą.

Zawsze byłam chyba dosyć silnym człowiekiem, ale teraz zyskałam jeszcze stuprocentową pewność, że największa siła jest w każdym z nas i tylko wiary w nią nam czasem brakuje. I nad tym trzeba nieustannie pracować.

Czego każdemu z nas życzę! Każdy powinien uwierzyć, że nerwicę można pokonać. Ja jestem tylko jednym z wielu przykładów.

Jeśli chcesz wygrać z nerwicą, zacznij działać. Powoli i we własnym tempie. Nie zmuszaj się na siłę. Rób małe kroczki. A uda Ci się!

Kolejny artykuł

Poprzedni artykuł

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
EwaAga Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aga
Gość
Aga

Jak bym czytała o sobie. Czasem mam dość tego wszystkiego,ale mam dzieci i męża i to dla nich muszę żyć i walczyć o sobie.Pozdrawiam