Ataki paniki zapobieganie
Moje doświadczenia z nerwicą,  Praktyczne rady

Ataki paniki – jak im zapobiegać?

Atak paniki – co wtedy robić?

Myślałam, że ataki paniki nigdy mi już nie zagrożą. Zastanawiałam się więc, jak powinnam potraktować to zdarzenie opisane w poprzednim poście, kiedy w nocy kilka tygodni temu udało mi się nie dopuścić do ataku paniki? Myślę, że to był z jednej strony test, a z drugiej ostrzeżenie.

Pisałam już wiele razy, że nie wiem, kiedy skończyły się ataki paniki, bo były coraz rzadziej, coraz krótsze. A w końcu po pewnym czasie zauważyłam, że dawno żadnego nie było. W międzyczasie czytałam mnóstwo książek, w których były opisane ataki paniki, wyciągałam wnioski, dopasowywałam do siebie przeróżne teorie. Tworzyłam też swoje własne, odrzucając to, co moim zdaniem było bez znaczenia, a zostawiając to, co mogło mi pomóc zrozumieć “DLACZEGO ataki paniki się skończyły?“.

Oczywiście gdzieś z tyłu jest zawsze był i nadal jest ten niepokój: czy ataki paniki wrócą? Niewielki, ale jest. 

Przyczyny ataków paniki

Nadal uważam, że zawsze jest jakaś przyczyna. Ataki paniki nie pojawiają się bez powodu. I tą przyczyną trzeba się zająć, jeśli chcemy być zdrowi i mieć pewność, że ataki paniki się nie powtórzą.

Druga sprawa to DORAŹNE radzenie sobie z atakiem paniki. Ostatnio podeszłam do tego CZYSTO TECHNICZNIE.

Do tej pory zachęcałam Cię, żeby w razie ataku paniki POZYTYWNIE (uwaga na dobór słów!!) SIĘ USPOKAJAĆ.

Czyli mówimy lub myślimy: wszystko dobrze, jestem zdrowa, mam zdrowe serce itp.  Dlaczego pozytywne słowa są ważne, ptzeczytasz w bajce o kwiecie paproci.

Kwiat paproci
Kwiat paproci – przypowieść

Zatem do tej pory pisałam, żebyśmy kiedy czujemy, że zbliża się atak paniki, albo kiedy już się zaczął, po pierwsze uspokoili się pozytywnymi zdaniami, a po drugie powoli oddychali przeponowo. Ten sposób oczywiście NADAL rekomenduję, jeśli czujemy, że grozi nam napad paniki.

Dlaczego jednak zrobiłam inaczej, niż zwykle podczas ataku paniki?

Dlaczego tym razem z niego nie skorzystałam, skoro wiem, że to powinno sprawić, żeby ataki paniki nie wystąpiły?

Z … ciekawości.

Postanowiłam wykorzystać “okazję” i zastosować “w praktyce” zdobytą wiedzę. Przekonać się, czy ta “metoda” na ataki paniki rzeczywiście zadziała. Potraktowałam siebie trochę jak stację radiową, której trzeba w odbiorniku wyregulować częstotliwość, by znowu ją usłyszeć. To była TECHNIKA, co zrobiłam. Zrobiłam to “z PREMEDYTACJĄ”. Chciałam zobaczyć, czy to zadziała na ten atak paniki, który na mnie czyhał.

Jak działa mózg?

Wiem, że nasz mózg jest tworem ewolucji. Zanim stał się taki, jak go teraz mamy, rozbudowywał się (dalej to robi). Ja to sobie wyobrażam, jakby na tej pierwszej części (pień mózgu), która utrzymuje nasze funkcje życiowe, narastały kolejne warstwy (poniekąd tak było, ale to duże uproszczenie, tylko na nasz użytek), a każda nowa struktura była bardziej zaawansowana technologicznie, zaspokajała nasze coraz bardziej wyrafinowane potrzeby i była “mądrzejsza” od tych “starszych”.

Te części mózgu działają zwykle razem. Chociaż wielokrotnie czytałam, że niektórzy naukowcy wręcz twierdzą, że mamy kilka niezależnych “mózgów”, każdy ze swoimi potrzebami i jeśli każdemu damy to, czego on potrzebuje, wtedy jest równowaga.

Jak jest, nie wie nikt na 100%. Ale bywają takie sytuacje, w których NA PEWNO część mózgu, nazywana układem limbicznym, stara się przejąć kontrolę nad naszym ciałem i zdominować pozostałe części mózgu, by URATOWAĆ NAM ŻYCIE. I to może mieć wpływ na ataki paniki.

Uważaj na fałszywy alarm!

Problem polega na tym, że jest to FAŁSZYWY ALARM. Ponieważ w sytuacji realnego zagrożenia, gdyby czaiło się na nas drapieżne zwierzę, nie mielibyśmy czasu myśleć, tylko musielibyśmy uciekać. Stąd te reakcje, które w zamierzeniu, mają nam tą ucieczkę ułatwić. My oczywiście nie widzimy zwierza, nie widzimy żadnego zagrożenia, a czujemy objawy.

Jak je więc interpretujemy? Skoro nie ma zwierza, to znaczy, że NAM W ŚRODKU dzieje się coś złego. TO JEDYNA RZECZ, KTÓRA TŁUMACZY OBJAWY (a w konsekwencji może sprawić, że pojawią się ataki paniki – najpierw jeden, a potem kolejne).

Tak jednak pomyślimy wtedy, jeśli nie wiemy, jak działa mózg. Bo jeśli wiemy, że to fałszywy alarm, bo nie ma zwierza, a my przecież jesteśmy zdrowi i w takim wieku, że prawdopodobieństwo zawału jest niewielkie, to możemy zastosować TECHNIKĘ, która powinna sprawić, żeby ataki paniki nie wystąpiły.

Otóż jest tak, że jeśli skierujemy naszą uwagę na OBJAWY, to DOLEWAMY OLIWY DO OGNIA. Jeśli natomiast tą uwagę skierujemy na coś, co zaangażuje inną część mózgu, to STŁUMIMY POŻAR. A tłumiąc pożar sprawiamy, że ataki paniki nie mają “pożywki”.

Skieruj wewnętrzną lunetę w dobrym kierunku

Wyobraź sobie, że Twoja uwaga to jest LUNETA. Twoja wola decyduje, gdzie ją skierujesz Dlaczego to jest skuteczne? BO NIE DA SIĘ JEDNOCZEŚNIE skupiać na objawach (a tym samym zwiększać pożar) i MYŚLEĆ racjonalnie. To WYKLUCZA budowa mózgu.

To tak, jak na jednym radiu nie da się słuchać dwóch stacji jednocześnie. Albo patrzeć przez lunetę na dwie różne strony nieba. Ty możesz powiedzieć, że jak się skupiasz na objawach, to też myślisz. Owszem, ale to nie jest RACJONALNE myślenie. Jeśli natomiast, jak ja wtedy, zaczniesz się ZASTANAWIAĆ (czyli jakby ROZWIĄZYWAĆ PROBLEM), to wtedy angażujesz INNĄ CZEŚĆ MÓZGU. “Wychodzisz” z tej emocjonalnej i zamykasz jej dostęp powietrza, gasząc pożar. Jednocześnie sprawiasz, że ataki paniki nie wystąpią.

Postaw odpowiednie pytanie

Ja tak zrobiłam. Zaczęłam się zastanawiać: DLACZEGO? Przecież byłam pewna, że ataki paniki to przeszłość Skierowałam lunetę w inną stronę i rozwiązując problem, “zapomniałam” o niepokojących objawach. To wszystko jest kwestią ODPOWIEDNIO POSTAWIONEGO pytania.

Oczywiście, gdyby to nie była noc i lęk mnie nie wyrwał ze snu, to może wszystko znowu rozeszłoby się “po kościach”. Może bym zaparzyła herbatę z chmielu, podumała i zapomniała. Pewnie od razu bym skojarzyła ból lewego ramienia z tym, że pies mnie nie słuchał i musiałam się z nim szarpać, a smycz trzymam w lewej ręce.

Przenieś świadomie uwagę

Ale w nocy jest inaczej. Wtedy też ataki paniki bywają “straszniejsze”. Sytuacja zawisła więc na ostrzu noża i zmusiła mnie do pogłębionej refleksji. ŚWIADOME przeniesienie uwagi pomogło.

Technika uspokajania się słowami i obserwowania dłoni podczas oddychania przeponowego ma podobny mechanizm. Też odwracamy uwagę od objawów i skupiamy się na dłoni i oddechu. Ale NIE ROZWIĄZUJEMY problemu na przyszłość. A przecież chcemy być zdrowi i wolni, tak by ataki paniki nam nie groziły także w przyszłości.

Dobrze jest więc UMIEĆ SOBIE DORAŹNIE poradzić, ale warto zrobić wszystko, by temu ZAPOBIEC w przyszłości, żeby ewentualne ataki paniki tłumić w zarodku. 

Utrzymaj swoją uwagę

Ja “wykorzystałam” sytuację, by pomyśleć nad przyczynami. Bo oczywiście łatwo powiedzieć “skieruj swoją wewnętrzną lunetę na inny obiekt”. Ale jak to zrobić, żeby uwagę nie tylko skierować, ale też ją tam UTRZYMAĆ?

Uważam, że jeśli WIESZ, że to pomoże, bo ZNASZ mechanizm działania mózgu, to już pierwszy krok zrobiony. Podchodzisz do tego TECHNICZNIE.

A jak utrzymać uwagę? Możesz na przykład myśleć, co zjadłeś w ciągu dnia i czy to mogło wywołać Twoje gorsze samopoczucie. Musisz się więc skupić. A to nie tylko zatrzyma na chwilę Twoją uwagę, ale może Ci pomóc znaleźć powód. Jeśli masz szczęście i coś odkryjesz, to będziesz wiedzieć, że to nie zawał, tylko masz racjonalne wytłumaczenie.

Przy okazji możesz się zastanowić, czy nie brakuje Ci jakiś składników odżywczych? Możesz też rozważać, czemu coś Cię boli. Bo może się nadwyrężyłeś? Możesz też myśleć, czy coś Cię ostatnio nie zestresowało.

Podsumowując: SKUP UWAGĘ na czymś innym, niż objawy i myśli o śmierci. I NIE WALCZ z tym co się dzieje. Bo rezygnacja z walki w tym przypadku przyniesie Ci korzyść i skróci cierpienie.

Wnioski końcowe

Do jakich wniosków końcowych doszłam? Nie wiem, czy znasz książkę “Kompletna samopomoc dla twoich nerwów” Claire Weekes?

Kompletna samopomoc dla twoich nerwów
Leczenie nerwicy samemu

Autorka, jako przyczyny choroby nerwowej, podaje wyczerpanie nerwowe, fizyczne, emocjonalne, psychiczne i wyczerpanie ducha. I ja odniosłam to do siebie i postanowiłam poszukać w tych obszarach, żeby wiedzieć CO zmienić.

Wniosek 1: za mało witaminy D. Trzeba zatem więcej przebywać na dworze (albo polu, jak mówią w Małopolsce). Do tego sporo napięć ostatnio. Wiem, że ich nie mogę za bardzo uniknąć, więc muszę zrobić coś innego. A co najlepiej rozładowuje stres? Aktywność fizyczna.

Wniosek 2: za mało ruchu. Można więc znowu zacząć na przykład biegać. Można też rozważyć, czy nie wspomóc się trochę magnezem i witaminą B.

Wniosek 3: święta! Nie jest to ulubiony czas w moim życiu, a ten epizod miał miejsce właśnie przed świętami. I to mogło mieć wpływ na ewentualne ataki paniki.

Czego mnie nauczyło to zdarzenie?

NIC NIE JEST NAM DANE NA ZAWSZE.

STALE POWINNIŚMY DBAĆ O SWÓJ DOBROSTAN FIZYCZNY I PSYCHICZNY.

Dbaj więc o siebie, żeby atak paniki nigdy więcej Cię nie zaskoczył. Nerwica pewnie będzie od czasu do czasu próbować przejąć nad nami kontrolę, ale my mamy narzędzia, by się przed nią bronić. Musimy robić wszystko, by zaburzenia lękowe nie czyniły z nas niewolników.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Ewarainbow Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
rainbow
Gość
rainbow

Bardzo dziękuję za ten tekst, jestem chyba na początku drogi…widzę, że lęk zaczął zbyt mocno blokować mnie psychicznie, mobilnie i emocjonalnie, jestem tym zaskoczona, ale i trochę wkurzona…zastanawiam się gdzie się podziała dziewczyna którą kiedyś byłam…gdzie ja jestem, bo przecież to nie ja ta zalękniona, z wiecznym poczuciem winy z wczoraj i ciągłym niepokojem przed jutrem….a jednak to ja… zupełnie nie wiem od czego zacząć…ale z uwagą czytam ten blog i mam dużą motywację by pracę nad sobą rozpocząć.