Luźne rozważania,  Mózg

Gdzie kończy się mózg a zaczyna umysł

Mózg a umysł

Co i którędy wpuszczamy do głowy

Kwestia tego, gdzie kończy się mózg, a zaczyna umysł nurtuje wiele osób. Niektórzy zastanawiają się, po co to drążyć?

Ja uważam, że w momencie, KIEDY MAMY PROBLEM SAMI ZE SOBĄ (CZYLI Z PSYCHIKĄ), TO MUSIMY ZACZĄĆ OD MÓZGU.

Zrobiłam rysunek, jak ja to rozumiem. Na niebiesko, co i którędy wprowadzamy do mózgu. Na czerwono, co mózg z tego tworzy (po przeczytaniu tekstu dojdziesz, mam nadzieję, co miałam na myśli). 

MÓZG TO JEST DLA MNIE ORGAN W CZASZCE. Jest konkretny. Można go dotknąć i wziąć do ręki. On “produkuje” substancje chemiczne, które m.in. wpływają na nasze samopoczucie. I my chcemy, żeby PRODUKOWAŁ te substancje, które wprawiają nas w dobry nastrój, a NIE PRODUKOWAŁ tych, które sprawiają, że nie chce nam się żyć, jesteśmy smutni itp.

A teraz wyobraź sobie garnek do zupy. W nim jest woda i warzywa. Garnek to czaszka, a wszystko w środku to mózg. I teraz najważniejsze: umysł, to nie zupa, która powstanie (wiadomo, mózg się (powiedzmy) nie zmienia ), tylko ZAPACH i SMAK. I ten zapach to nasze MYŚLI, a smak to nasze EMOCJE. Ja tak sobie sama wymyśliłam, żeby to obrazowo wytłumaczyć.

I teraz dalej: jak możemy wpłynąć na zapach i smak, nie zmieniając tego, co w garnku? Dodając przyprawy! Do garnka je wrzucimy. A jak je dodać do mózgu? Są cztery drogi: usta, nos, uszy lub oczy. Usta – czyli jemy, to co on lubi lub nie lubi, żeby sobie sam wyprodukował. Nos – zapachy wywołują emocje. Musisz uwierzyć na razie na słowo. To jest udowodnione. Kiedyś napiszę więcej. Oczy i uszy – to co widzimy i słyszymy też wywołuje emocje, czyli w moim przykładzie uwalnia “zapach i smak z zupy”. Patrząc na coś możemy czuć radość, pożądanie, obrzydzenie itp. Słuchając czujemy wzruszenie, złość, jesteśmy rozbawieni, coś nam się przypomina itp.

Ale to nie koniec!

DLACZEGO mówię Ci, UWAŻAJ, CO WPUSZCZASZ DO GŁOWY?

Załóżmy, że gotujesz zupę i odwracasz głowę. Nie widzisz, że ktoś wrzuca Ci tam sól, cukier czy truciznę.

Tak samo jest na przykład z telewizją. Co z tego, że niby nie oglądasz, jeśli i tak słyszysz, bo leci w tle? To tak, jakbyś odwrócił w tym czasie głowę od garnka.

Negatywne informacje i tak “wchodzą” uszami do mózgu. Są jak czad: nie czujesz, a zabija. Wracam do zupy. Jeśli chcemy, żeby dobrze smakowała i pachniała, musimy zadbać o dobre przyprawienie jej. Nasz mózg sam sobie wszystko wyprodukuje. Ale my po pierwsze MUSIMY ZADBAĆ, BY MIAŁ Z CZEGO, czyli dostarczamy mu substancje odżywcze, które lubi oraz dbamy o niego (czyli relaksacja, ruch itp – wtedy też “wyprodukuje” to, co poprawi smak zupy, czyli nasze samopoczucie). A po drugie, ŻEBY NIKT NIE DOSYPAŁ NICZEGO ZA NASZYMI PLECAMI.

No, i to na tyle, czym się dla mnie różni mózg od umysłu i dlaczego dbając o mózg, wpływam na stan umysłu. I dlaczego ja kocham swój mózg, a nie umysł. Bo to dla mnie nie to samo.

3 komentarze

  • Hania

    Mam pytanie czy oprócz ataków paniki miała Pani inne objawy. Mnie meczy uczucie ciężkiej głowy, problemy z widzeniem , a co najgorsze uczucie jakby była pijana. Stwierdzona mam nerwice lekowa. Wszystkie badania w normie.

    • Ewa

      Miałam takie nieustanne poczucie zagrożenia. Ale to był objaw psychiczny. Jeśli chodzi o ciało, to po pierwszych atakach paniki zaczęłam odczuwać takie uciskanie w klatce piersiowej, jakby ktoś z obu boków mnie chciał mocno ścisnąć. Czasem miałam wrażenie, że robi mi się słabo i miałam takie lekkie zawroty głowy. Z objawów fizycznych najczęściej były to kłucia i ściskanie w klatce oraz łupanie w głowie. Ale to pewnie dlatego, że te dwa miejsca potencjalnie mogą wywołać nagłą śmierć. Ja też miałam badania w normie. Te bóle są często wynikiem nieustannego napięcia. Ja byłam cały czas gotowa na śmierć. Każda anomalia w ciele przerażała mnie i myślałam, że to koniec:(. Dlatego byłam taka spięta. Bardzo dobre rezultaty w takim przypadku dają techniki relaksacyjne. Warto je wypróbować. To naprawdę działa. Wprawdzie efekty nie są od razu, ale na pewno przyjdą. Pozdrawiam serdecznie!